Niedawno pisaliśmy o tym, że 300 pracowników chińskiego giganta Foxconn - największego producenta elektroniki na świecie, zatrudniającego łącznie ponad 1,2 mln osób, grozi popełnieniem zbiorowego samobójstwa, jeśli nie dostaną podwyżki. To jednak nie pierwszy problem, z którym muszą się zmierzyć włodarze Foxconnu. Jak donoszą zagraniczne media, m.in. New York Times, chińska firma będąca podwykonawcą takich technologicznych tuzów jak Apple, IBM, Dell, Hewlet-Packard, Sony, Nokia, czy Toshiba od lat nie dba o prawa pracownicze.
Najnowsze publikacje rzucają jednak nowe światło na problemy pracowników zatrudnionych w fabrykach Foxconn. Okazuje się, że choć zleceniodawcy są świadomi łamania praw pracowników w fabryce, nie chcą, niestety, nic w tej kwestii zmienić. Kilka dni temu w rozmowie z dziennikarzem nowojorskiego dziennika jeden z byłych menedżerów Apple'a przyznał z rozbrajającą szczerością: - Firma od przynajmniej 4 lat dobrze wie o nadużyciach. To nadal trwa. Dlaczego? Bo taki system nam pasuje. Jak jest skuteczny, pokazują liczby.
Dokładnie tydzień temu Apple podał wyniki finansowe za ostatni kwartał. Firma sprzedała towary o łącznej wartości 46,3 mld dolarów. Uzyskane dochody przekroczyły 13 miliardów. Tak dobrych trzech miesięcy firma nie odnotowała nigdy wcześniej. Co więcej, jak zaznaczają eksperci, dochody Apple'a to jeden z najlepszych wyników w historii amerykańskiej gospodarki.
Pracuj ciężko dziś, albo szukaj pracy jutro Rekordowe zyski firmy okupione są jednak niewolniczą pracą personelu chińskich fabryk należących m.in. do Foxconn. - Apple nigdy nie dbał o nic innego jak tylko poprawienie jakości produktu przy jednoczesnym obniżeniu jego ceny - powiedział NYT Li Mingqi, były pracownik należącej do Foxconn Technologies fabryki w Chengdu, w której pracuje 120 tys. osób, a składane są w niej m.in. iPady.
Potwierdzają to także relacje innych pracowników, według których
praca odbywa się w uciążliwych, nierzadko zagrażających zdrowiu i życiu warunkach. NYT podaje, że pracownicy zakwaterowani są w zatłoczonych mieszkaniach, nieraz po 20 osób w trzypokojowym lokum i są zmuszani do wykonywania swoich obowiązków w nadgodzinach, często 7 dni w tygodniu. Niektórzy, zdaniem Lai Xiadonga, jednego z pracowników fabryki w Chengdu, stoją nad taśmą produkcyjną tak długo, że mają opuchliznę na nogach. On sam pracował po 12 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu. Hasło wypisane na jednej ze ścian fabryki głosi: "Wykonuj swoją pracę sumiennie dziś, albo szukaj pracy jutro".
Zdarzają się też przypadki zatrudniania osób nieletnich. Do tego firma nie zapewnia odpowiednich środków bezpieczeństwa tym, którzy w pracy korzystają z toksycznych substancji - dwa lata temu 137 pracowników jednej z fabryk, gdzie składane są produkty Apple'a poparzyło się chemikaliami, którymi kazano im czyścić ekrany iPhone'ów. W minionym roku opinią publiczną wstrząsnęły też dwie eksplozje w fabrykach Foxconnu - zginęły 4 osoby, 77 zostało rannych.
Jabłko pozostało niezbrukane Technologiczny gigant solennie zapewnia, że stara się kontrolować podwykonawców i eliminować sytuacje wykorzystywania pracowników. Firma stworzyła listę standardów, które muszą być spełnione. Wśród zapisów znajdują się m.in. wytyczne dotyczące czasu pracy - nie może on trwać dłużej niż 60 godz. tygodniowo.
W 2010 roku Steve Jobs, ówczesny szef Apple'a, przekonywał też, że jego przedsiębiorstwo ma dobro pracowników na sercu. - W tych miejscach (fabryki) są kina, szpitale, baseny. Myślę, że to całkiem nieźle jak na fabrykę - mówił w trakcie branżowej konferencji. Choć pracownicy potwierdzają istnienie wymienionych przez Jobsa udogodnień, przypominają, że mimo tego warunki pracy są złe. - Firma naprawdę się stara, ale większość klientów i tak byłaby zmartwiona, gdyby zobaczyła jak powstał ich iPhone - mówił NYT, anonimowo, były menadżer z Apple'a.
Jak przekonuje Heather White, badaczka z Harvardu i były członek Komitetu Monitorującego Międzynarodowe Standardy Pracy przy National Academy of Science, mimo naruszeń praw pracowniczych nic nie wskazuje na to, żeby Apple zrezygnował z usług chińskiego Foxconnu. Powód jest prozaiczny: firma zdaje sobie sprawę, że na świecie jest zaledwie kilku podwykonawców, którzy zdołaliby wyprodukować tak dużo sprzętu, w tak krótkim czasie. Sam proces przeniesienia produkcji oznaczałby czasowe wstrzymanie produkcji, a tym samym ogromne straty dla firmy.