1. Praca w Anglii i Szkocji
  2. Praca we Francji
  3. Praca w Hiszpanii
  4. Praca w Holandii
  5. Praca w Irlandii
  6. Praca w Niemczech
  7. Praca w Szwecji
  8. Praca w USA
  9. Praca w Austrii
  10. Praca w Belgii
  11. Praca w Bułgarii
  12. Praca na Cyprze
  13. Praca w Czechach
  14. Praca w Danii
  15. Praca w Estonii
  16. Praca w Finlandii
  17. Praca w Grecji
  18. Praca w Islandii
  19. Praca na Litwie
  20. Praca na Łotwie
  21. Praca w Luksemburgu
  22. Praca na Malcie
  23. Praca w Norwegii
  24. Praca w Portugalii
  25. Praca na Słowacji
  26. Praca na Słowenii
  27. Praca w Szwajcarii
  28. Praca na Węgrzech
  29. Praca we Włoszech

Wielka Brytania: wrócili, wracają, wrócą?

Ewa Wołkanowska-Kołodziej
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-08 15:57
Fot. sxc.hu

Brytyjskie statystyki podają, że między pierwszym, a drugim kwartałem 2011 r. do Wielkiej Brytanii przyjechało 60 tys. emigrantów z Polski. Część z nich po raz kolejny.

ZOBACZ TAKŻE
Według danych GUS*, w 2010 r. w Wielkiej Brytanii przebywało około 560 tys. Polaków i w dalszym ciągu był to kraj cieszący się największą popularnością wśród naszych rodaków (kolejne to Niemcy - 455 tys. i Irlandia - 125 tys.). Co więcej, jak podają brytyjskie statystyki, między pierwszym, a drugim kwartałem 2011 r. do Wielkiej Brytanii przyjechało 60 tys. nowych emigrantów z Polski.

Jednak gdy w latach 2009-2010 GUS, bazując na danych o liczbie rejestracji w Worker Registration Scheme (WRS) i liczbie osób posiadających brytyjski numer ubezpieczenia (NIN), zanotował spadek liczby osób przebywających czasowo na Wyspach w porównaniu z 2008 i rekordowym 2007 r., media pisały, że Polacy wystraszeni globalnym kryzysem zaczęli wracać do kraju. Na stałe lub na przeczekanie.

- To ładna historia, ale danych ją potwierdzających po prostu nie ma - przekonuje Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych (IBS). - Spadek liczby rejestracji polskich pracowników w Wielkiej Brytanii w ramach WRS mógł być spowodowany tym, że gdy ktoś wyjeżdżał z Polski po raz drugi, ponownie rejestrować się już nie musiał - dodaje. Ci, którzy zdecydowali się na powrót do kraju, często rozczarowani niemożnością znalezienia pracy, wyruszali bowiem na powtórną emigrację.

Nie wierzyć deklaracjom rządu

Daniel Samecki pochodzi ze Śląska. Może dlatego całe życie chciał mieszkać nad morzem. Dziś ma dom nad oceanem w portowym mieście Plymouth i jest właścicielem sklepu "Polski smak". Decyzja o kupnie domu i otwarciu sklepu wynika z tego, że Daniel zdecydował się po raz drugi wyjechać do Wielkiej Brytanii. Przed 2004 rokiem był menedżerem dużej sieci włoskich restauracji na Śląsku. Zrezygnował z pracy z powodu konfliktu z szefem.

W Wielkiej Brytanii zaczynał od roznoszenia ulotek, przez kilka lat zajmował się montażem okien. - Byłem na Wyspach już sześć lat, gdy Tusk zaczął mówić o polskiej Irlandii i bumie gospodarczym. Uwierzyłem i wróciłem - opowiada żywo. W Polsce kupił samochód i został taksówkarzem. Zarabiał 4 tys. złotych. Pracował siedem dni w tygodniu, w weekendy po 12 godzin. Po siedmiu miesiącach miał dość. - Nie mogłem znieść polskich absurdów, więc można powiedzieć, że wyjechałem także przez urząd miejski, urząd skarbowy, każdą nieprzyjazną kobietę w okienku, przez kolejki i biurokrację - opowiada.

Czym jego zdaniem kusi Anglia? - Stopa życiowa jest tu wyższa. Jeśli masz stałą pracę, stać cię na wszystko: łatwo zdobędziesz kredyt, zmienisz samochód kiedy tylko chcesz, pojedziesz na wakacje, w ciągu kilku minut założysz firmę, kupisz markowe dżinsy za 30 funtów - wymienia. Za drugim razem wyjechał z Polski już na stałe, z żoną i synem.

Perspektywy zatrudnienia na Wyspach

Minimalna stawka za godzinę pracy w Wielkiej Brytanii wynosi 6,08 funta (1000 funtów miesięcznie), średnia krajowa to 2 tys. funtów miesięcznie. - Większość Polaków zarabia poniżej tej średniej. Trzeba jednak podkreślić, że przed kryzysem nasi rodacy założyli na Wyspach wiele firm, tysiące osób było samozatrudnionych, co świadczy o ich przedsiębiorczości. Od brytyjskich pracodawców słyszymy, że Polacy są pracowici i dobrze zmotywowani. W Wielkiej Brytanii była wprawdzie duża fala zwolnień, ale nie zwalniano pracowników na podstawie narodowości - przekonuje Michał Dębiński z Polsko-Brytyjskiej Izby Handlowej.

Office for National Statistics podaje, że stopa bezrobocia wśród Polaków wynosi 5,5 proc. (w całym społeczeństwie - 7,8 proc). Polacy ciągle odnajdują się więc na angielskim rynku pracy. O ile w okresie 2004-2008 główne branże, w których zatrudnieni byli polscy pracownicy, to przemysł wytwórczy (robotnicy zatrudnieni przy produkcji), budownictwo (głównie malarstwo przemysłowe i dekoratorstwo), gastronomia, pomoc domowa czy rolnictwo, to dziś na pierwszym miejscu plasuje się hotelarstwo, dystrybucja i branża restauracyjna, zaraz po nich przemysł wytwórczy, a następnie bankowość i finanse oraz transport i komunikacja.

Powroty do kraju

Wiele osób w dalszym ciągu pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Zjawisko to zwykło się określać jako "brain waste", czyli marnotrawstwem mózgów. - Z punktu widzenia kariery w Polsce, może się okazać, że te pięć czy sześć lat przepracowanych na emigracji to czas stracony. Nie musi jednak oznaczać, że osoby, które wróciły do kraju są na straconej pozycji w kraju. Skoro poradzili sobie z odnalezieniem się w nowym miejscu, mają w sobie przedsiębiorczość. Trzeba pamiętać, że wyjeżdża ta bardziej obrotna część społeczeństwa - zaznacza Piotr Lewandowski z IBS. Jak wygląda rzeczywistość?

Wioleta D. stwierdziła, że trzeba spróbować szczęścia na Zachodzie po tym, jak jako świeżo upieczony magister technologii żywności nie mogła znaleźć w rodzimych Kielcach pracy. Z mężem Dominikiem w 2007 roku wyjechali najpierw do pracy na farmie w Birmingham, później na trzy lata osiedli w Dublinie. Ona pracowała jako kontroler jakości w przetwórni warzyw i owoców, on zaczynał jako pracownik hali i awansował na kierownika. Zdecydowali się na powrót z emigracji, gdy urodziła im się córka Alicja. - Przekonywaliśmy siebie, że w Polsce musi być praca. Nie może przecież być tak, jak wszyscy gadają! Nie znaliśmy nikogo, kto by wrócił, albo przynajmniej planował powrót. Tylko jedni przyjaciele powiedzieli, że jeśli nam się uda, to oni też spróbują. Ale nam się nie udało - mówi Wioleta.

Oglądali mieszkania do kupienia, wysyłali CV, chodzili na rozmowy kwalifikacyjne. - W moim zawodzie pracy nie było, więc ubiegałam się o stanowisko asystentki czy sekretarki - moim atutem było to, że znam angielski. Niektórzy pracodawcy dziwili się, że wróciłam do Polski pomimo tego, że miałam w Dublinie dobrze płatną pracę w zawodzie. Ktoś otwarcie przyznał, że nieprzychylnie patrzy na wyjazdy zarobkowe. Gdy powiedziałam, że chcę zarabiać 2 tys. zł, zostałam wyśmiana za zbyt roszczeniowe myślenie. Poszłam nawet na rozmowę o pracę kelnerki, ale usłyszałam, że nie mam odpowiedniego doświadczenia, więc będzie trudno nauczyć mnie obsługi kasy... - Wioleta śmieje się przez łzy.

Po pół roku zdecydowali się na wyjazd do Bristolu. Wioleta opiekuje się córka, Dominik pracuje w dystrybucji w Tesco. Ponieważ jest jedyna pracująca osoba w rodzinie, za mieszkanie płacą zaledwie 50 funtów - resztę dopłaca państwo. Wystąpili również o zasiłek na dziecko.

Tu jest mi dobrze

Damian dusił się w 10-tysięcznym miasteczku pod Szczecinem. Miał dyplom Akademii Morskiej, dobrą pracę w rodzinnym sklepie, dziewczynę i deski windsurfingowe, które uwielbiał. W 2005 roku stwierdził jednak, że wyjeżdża do Anglii po przygodę. Zatrudnił się w firmie produkującej opakowania, gdzie był inżynierem i kierownikiem produkcji. Po roku kupił w Szczecinie mieszkanie na kredyt. Do Polski wrócił po 3,5 roku. - Przeczytałem w "Gazecie Wyborczej", że kierownik produkcji zarabia średnio 5-9 tys. złotych miesięcznie, więc podczas pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej powiedziałem, że chcę 7 tys. zł. Duło? Znam swoją wartość, mam wykształcenie, doświadczenie i wiem, że jestem w tym dobry - mówi. Pracy nie dostał. Osoba, którą przyjęto, zarabia 2 tys. zł.

W Polsce był rok. Skończył studia podyplomowe z negocjacji i mediacji oraz kurs na programistę maszyn CNC. Przez trzy miesiące pracował jako kierownik produkcji w tartaku za 3 tys. - Po okresie próbnym wynegocjowałem 7 tys. Gdy zacząłem jednak czytać umowę, okazało się, ze ponoszę finansową odpowiedzialność za zniszczenie materiału przez pracowników całego tartaku - musiałbym więc płacić za każdą skradzioną deskę. Samobójstwem byłoby zgodzić się na takie warunki - mówi Damian. Do porozumienia nie doszli, więc szukał dalej, w międzyczasie remontując mieszkanie.

- Po roku w Polsce w dalszym ciągu wmawiałem sobie, że jest dobrze. Z ciekawości zadzwoniłem do mojego ostatniego pracodawcy w Anglii, zapytać, co słychać. Dwa tygodnie później byłem już w Bristolu - opowiada. Dziś pracuje jako programista maszyn CNC, projektując części dla Boeinga i Formuły 1, co kocha. Dużo podróżuje. W planach ma półroczne wakacje na Bali i kupno domu w Bristolu. W najbliższym czasie do Polski więc nie wraca, choć nie wyklucza powrotu. - Większość moich znajomych tęskni za Polską i są tu jedynie ze względów finansowych. Mnie tu jest po prostu dobrze. W pracy mam jasno określone obowiązki, nie ma zawiści i złośliwości, ludzie na ulicach nie są smutni. No, jedynie słońca mogłoby być tutaj więcej - śmieje się.

- Doświadczenia międzynarodowe pokazują, że ludzie, którzy wyjeżdżają ze względów zarobkowych, z reguły po 5-10 latach podejmują decyzję, po której albo zostają naprawdę na stałe albo wracają. Dla wielu z nich czynnik ekonomiczny przestanie wystarczać, wyostrzą się różnice kulturowe, we znaki da się oddalenie od rodziny. Polscy emigranci podejmują tę decyzję właśnie teraz - przyznaje Piotr Lewandowski.

Masowych powrotów nie będzie, przekonuje jednak prof. Krystyna Iglicka. - Trzeba zaznaczyć, że to nie jest emigracja chwilowa, jak się wszystkim wydawało. Nie należy też wierzyć deklaracjom migracyjnym, bo każdy emigrant zaklina się, że wróci. Jednak kiedy badacze pytają: kiedy? Mówi, że za 5, 10 lat... To jest specyfika naszej grupy etnicznej. Z polskich i brytyjskich badań wynika, że Polacy mają niesprecyzowane plany migracyjne. Oni myślą, że wrócą, ale okoliczności rodzinne, inwestycyjne, rynek pracy sprawiają, że te decyzje są rozciągane w czasie. Jednak im dłużej się jest na emigracji, tym trudniej wrócić. Wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że powrotów nie będzie - dodaje Iglicka.

*Departament Badań Demograficznych GUS "Informacja o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004 - 2010", Warszawa, październik 2011 r.

** Pozostałe dane pochodzą z: Office for National Statistics "Annual Population Survey" i "Labour Force Survey"; UK Border Agency "Accession Monitoring Report", May 2004 - December 2008;

Biuletyn Rzecznika Praw Obywatelskich - mat. Nr 69, Zeszyty Naukowe



  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów